Bieńkowska, nadzieja rządu Tuska: Sorry, ale mamy taki klimat…

Elżbieta Bieńkowska, absolwentka orientalistyki (mówi w języku farsi), wicepremier w rządzie Donalda Tuska, minister infrastruktury i rozwoju, wielka nadzieja ekipy rządzącej, której zdjęcia obiegły okładki kolorowych tygodników, twierdziła, że na tory wyjechały cztery tysiące pociągów, a tylko dwa utknęły. Tłumaczyła kłopoty zimą.  - Pasażerom stojącym w polu sześć godzin mogę powiedzieć jedno: sorry, ale mamy taki klimat – rzuciła w „Faktach po Faktach” Bieńkowska.

- Rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima to musi być zimno, tak? Takie jest odwieczne prawo natury. Słuszną linię ma nasza władza – przekonywał jeden z palaczy ciepłowni w filmie „Miś” w reżyserii Barei. Może pani wicepremier uważa, że rządy państw skandynawskich i Kanady oraz stanu Alaska zamykają swoje państwa na czas zimy na kluczyk, bo „sorry, taki mają klimat”.  Dziesięć stopni mrozu w styczniu to norma i nie powinno to skutkować takim paraliżem systemu kolejowego w czasie pokoju.

Biuro prasowe PKP PLK podało, że marznący deszcz spowodował w poniedziałek oblodzenie sieci trakcyjnej w 57 miejscach w całej Polsce, wskutek czego 82 składy (z około 4 tys. kursujących pociągów pasażerskich) odnotowały opóźnienia przekraczające 60 minut. Wielogodzinne opóźnienia pociągów w całej Polsce spowodowała w poniedziałek awaria trakcji kolejowej w Ostrowie Wielkopolskim, wywołana marznącym deszczem, oraz na linii kolejowej Łódź – Wrocław oraz Poznań – Kluczbork. Rekordy biły pociągi Katowice-Gdynia i Katowice-Szczecin. W składzie relacji Lublin-Wrocław pasażerowie zatrzymani zostali w szczerym polu.

Nadal nie wiadomo bowiem, kiedy usunięte zostaną skutki awarii trakcji kolejowej. W całym kraju do wieczora wystąpiło ponad 120 usterek wywołanych oblodzeniem trakcji. Opóźnienia wynosiły nawet kilkaset minut. Pasażerowie czekali na możliwość dalszej podróży w unieruchomionych pociągach i na stacjach.  Ruch pociągów odbywa się z opóźnieniami i przy wykorzystaniu lokomotyw spalinowych. W związku z wprowadzeniem najwyższego stopnia wystąpienia zagrożeń meteorologicznych, zarządca infrastruktury uruchomił 41 lokomotyw osłonowych (30 spalinowych, 11 elektrycznych) oraz 70 pociągów sieciowych do patrolowania stanu sieci trakcyjnej.

Premier Donald Tusk pochyli się z troską nad tematem i oświadczył, że „staramy się do minimum sprowadzić te problemy, bo wiemy jakim dramatem jest przebywać kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin w pociągu nieogrzewanym, bez picia i jedzenia. I będziemy starali się dotrzeć do wszystkich, którzy znaleźli się w takiej sytuacji. Oczywiście, zadaniem administracji, w tym rządu – także pani premier, jest rozwiązywać tego typu problemy”.

Przypomnijmy, że wieloletnie zaniedbania to przyczyna wypadków na kolei. Takie wnioski przedstawiła pod koniec roku Najwyższa Izba Kontroli, która zbadała stan infrastruktury kolejowej w naszym kraju. NIK wskazuje, że system zapewnienia bezpieczeństwa w ruchu kolejowym ma wiele istotnych luk.

Prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski mówił, że najczęstszą przyczyną wypadków kolejowych był zły stan torów, rozjazdów i urządzeń sterowania ruchem kolejowym. W stanie dobrym znajdowało się w Polsce tylko 43 proc. infrastruktury kolejowej, a w dostatecznym 30 procent. W takiej sytuacji niezbędne są: obniżenie prędkości pociągów, wymiana elementów infrastruktury.

NIK odnotowuje, że w ostatnich latach maleje w Polsce liczba wypadków kolejowych oraz rośnie odsetek infrastruktury kolejowej w dobrym stanie. Polska jednak wciąż zajmuje drugie, po Rumunii, miejsce w Europie pod względem liczby wypadków na kolei.

Liczba ofiar znaczących wypadków kolejowych w Polsce jest najwyższa w Europie i ponad dziesięciokrotnie większa niż w Niemczech, czy we Francji.

Tymczasem okazało się, że 11 miesięcy przed planowanym wyjazdem na trasę pendolino,  najnowocześniejszych pociągów PKP Intercity złapały opóźnienie. Nieoczekiwanie pojawił się pomysł wymiany 8 tys. foteli. Dziennik Gazeta Prawna podała, że spółka PKP Intercity próbowała przeforsować pomysł wymiany foteli w tych składach. Stało się tak, mimo że cztery z zamówionych 20 pociągów są już w Polsce, piąty dotrze jeszcze w styczniu, szósty jest w przededniu odbiorów, a budowa sześciu kolejnych jest już zaawansowana. Przedstawicielom przewoźnika nie podobała się niska odporność obić na zabrudzenia.

Sprawa jest pozornie błaha, ale pociąga za sobą koszty. W każdym z 20 zamówionych przez Intercity pociągów znajdują się 402 fotele trzech klas, co daje łącznie ponad 8 tys. siedzeń.   Kosztów wymiany nie chciał wziąć na siebie zaskoczony tą propozycją Alstom, czyli producent pociągów.

Kontrakt na dostawę wszystkich pociągów wyprodukowanych we włoskim Savigliano i ich serwisowanie opiewa na kwotę prawie 2,5 mld złotych. Zakup szybkich pociągów Pendolino jest finansowany częściowo z pieniędzy PKP Intercity, które z racji tego, że jest w złej kondycji finansowej, zaciągnęło na ten cel ponad 340 mln euro kredytu od Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Gwarantem pożyczki został Skarb Państwa.  Kupujemy zatem pociąg, pomimo tego, że nie ma torów, po których mógłby jeździć oraz nie ma odpowiednich podstacji energetycznych, które zasilałyby ten sprzęt.  Zaciągnięty kredyt trzeba spłacać przez wiele lat. Mamy w Polsce producentów, którzy produkują sprzęt tańszy w zakupie i eksploatacji niż Alstom. To bydgoska PESA czy NEWAG.    

ASG

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę