„Solidarność” do gdańskich posłów: chcemy rozmawiać!

– Chociaż nasze postulaty są znane od lat, odwiedziliśmy posłów, aby bezpośrednio przekazać im informacje z pierwszej ręki na ten temat. Teraz nasi przedstawiciele, bo takimi są przecież parlamentarzyści bez względu na reprezentowaną przez siebie partię, nie będą mogli zasłaniać się brakiem informacji. Nie oczekujemy po tej akcji zasadniczej zmiany postawy posłów koalicji PO-PSL, ale pokazaliśmy po raz kolejny, że jesteśmy gotowi do rozmów. Nieprzypadkowo ulotka z postulatami związków zawodowych zaczyna się od słów „żądamy negocjacji”. Chcemy rozmawiać na ważne tematy społeczne, które wyrażają nasze postulaty. Wszystkim posłom lub pracownikom ich biur przekazaliśmy, że jesteśmy do dyspozycji, gotowi do dalszych, bardziej szczegółowych rozmów – mówi Roman Kuzimski, wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”, który wspólnie z innymi przedstawicielami gdańskiej „S” 9 marca odwiedził posłów z Gdańska i Sopotu w ramach ogólnopolskiej akcji informacyjnej Związku. Przypomnijmy, że wcześniej, 19 lutego, związkowcy poinformowali o swoich postulatach społeczeństwo, m.in. poprzez oflagowanie szkół i zakładów pracy oraz rozdawanie ulotek na ulicach miast.

Obejrzyj naszą relację:

Zdjęcia: Paweł Glanert

 

Protokół rozbieżności

W Gdańsku z delegacją „S” spotkali się posłowie PO Agnieszka Pomaska, Iwona Guzowska, Leszek Blanik i Jerzy Borowczak. Wszyscy otrzymali materiały z postulatami trzech reprezentatywnych central związkowych (NSZZ „Solidarność”, Forum Związków Zawodowych, OPZZ) oraz dokumenty programowe „Solidarności” na kadencję 2010–2014.

Spotkania z posłami przebiegły w miłej i kulturalnej atmosferze (być może spowodowanej obecnością mediów bądź rokiem wyborczym), obie strony pozostały jednak przy swoich zdaniach. Można było odnieść wrażenie, że parlamentarzyści PO nie chcą wziąć odpowiedzialności za blisko 8 lat rządów tak na Pomorzu, jak i w całej Polsce.

Posłanki Agnieszka Pomaska  i Iwona Guzowska przekonywały, że jednego z najważniejszych postulatów „S” – wycofanie się z podwyższenia wieku emerytalnego – nie można spełnić, gdyż niosłoby to „konsekwencje budżetowe” i doprowadziło do „katastrofy gospodarczej”. Kto jednak, jeśli nie premier i ministrowie z PO są odpowiedzialni za tak kruchą sytuację budżetu?

Obie posłanki nie zgodziły się również z drugim kluczowym postulatem „Solidarności” dot. wyeliminowania stosowania tzw. śmieciowych umów o pracę oraz patologicznego samozatrudnienia. – Należę do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny i jako jej członek z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że wyeliminowanie umów śmieciowych doprowadziłoby do załamania na rynku pracy. Umowy cywilno-prawne mają zresztą złą nazwę. To nie są umowy śmieciowe. Sama wiele lat pracowałem na umowie o dzieło i to było dobra umowa – przekonywała Iwona Guzowska, wykazując się przy tym jednak brakiem znajomości związkowych postulatów oraz sytuacji społeczno-gospodarczej.

Termin „umowy śmieciowe” odnosi się przecież nie do wszystkich umów cywilnoprawnych, a tylko do tych przypadków, w których są one nadużywane i zastępują kodeksowe umowy o pracę. Podkreślał to w rozmowach z parlamentarzystami wiceprzewodniczący gdańskiej „S” Roman Kuzimski. – Nie chcemy odkrywać ani koła, ani prochu. Żądamy jedynie tego, aby było przestrzegane obecnie obowiązujące w Polsce prawo pracy. Bardzo często umowy cywilnoprawne są zawierane z pracownikami, którzy wykonują pracę w miejscu wskazanym przez pracodawcę, przez osiem godzin dziennie i pod jego nadzorem. W takim przypadku powinna być zawarta tradycyjna umowa o pracę, zgodnie z kodeksem pracy. Czy np. spawacze w stoczniach to twórcy, którzy powinni być zatrudnieni na podstawie umowy o dzieło, czy powinni być traktowani jako etatowi pracownicy? – pytał retorycznie Roman Kuzimski.

Wiceszef gdańskiej „S” podał przykład stoczni Crist, która zatrudnia jedynie kilkadziesiąt osób, jednocześnie „współpracując” z blisko 2 tys, „jednoosobowych firm”. Sama spółka kreuje się na „przedsiębiorstwo XXI w.”, choć w rzeczywistości pod względem standardów pracy wypełnia raczej definicję XIX-wiecznego dzikiego kapitalizmu. – Takie firmy stanowią swoistą nieuczciwą konkurencję wobec przedsiębiorców, którzy stosują się do przepisów prawa pracy w Polsce i zatrudniają większość pracowników na podstawie umów o pracę. Tak jest np. w Stoczni Remontowa Shipbuilding, która nie bierze ani jednej złotówki dotacji publicznych, a musi konkurować ze współfinansowanymi przez państwo firma stosującymi dumping cenowy dzięki oszczędzaniu na kosztach pracowniczych – argumentował w rozmowach z pomorskimi posłami członek ZRG i jednocześnie przewodniczący KM NSZZ „S” w Stoczni Remontowa Shipbuilding Krzysztof Żmuda. Jako wiceprzewodniczący Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego NSZZ „S” przekazał on posłom kopie ogólnoeuropejskiego porozumienia organizacji pracodawców i pracowników dotyczącego norm socjalnych w przemyśle okrętowym. To dobry przykład, że skuteczny i realny dialog społeczny jest możliwy. Czy także w Polsce?

W rozmowach z parlamentarzystami PO Roman Kuzimski wyjaśniał, że jednym z powodów akcji „S” jest złamanie przez Donalda Tuska uzgodnień ze związkami zawodowymi z 2009 r. – Organizacje pracowników zgodziły się wówczas, z powodu kryzysu gospodarczego, na czasowe zmiany w kodeksie pracy wydłużające okres rozliczeniowy pracy. Ówczesny premier zadeklarował w zamian opracowanie ścieżki dojścia do płacy minimalnej w wysokości połowy przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce. Minęło kilka lat, antypracownicza zmiana w kodeksie pracy, która miała być czasowa, okazała się trwała, a ścieżki dojścia do postulowanej przez związki zawodowe wysokości jak nie było, tak nie ma – podkreślał Roman Kuzimski. Te słowa nabrały szczególnego znaczenia w biurze posłanki Agnieszki Pomaski, uznawanej za jedną z najbardziej zaufanych i wiernych byłemu premierowi osób. Jej biuro ozdobione jest zresztą kilkoma wielkimi zdjęciami Donalda Tuska, niektórymi jeszcze z czasów KLD.

Nie wszystkim posłom z Gdańska i Sopotu udało się wręczyć postulaty „S” osobiście, mimo że związkowcy świadomie wybrali na termin swojej akcji informacyjnej poniedziałek, czyli tradycyjny dzień dyżurów poselskich. Tak było m.in. w sopockim biurze poselskim minister edukacji narodowej Katarzyna Hall, gdzie delegacja „S” przekazała materiały pracownikom biura.

Nie tylko Trójmiasto

Akcja odwiedzin parlamentarzystów miała charakter ogólnopolski. W Regionie Gdańskim związkowcy z „S” poza Trójmiastem spotkali się m.in. z posłami Jerzym Budnikiem (PO, Wejherowo), Stanisławem Lamczykiem (PO, Chojnice) i Krystyną Kłosin (PO) z Rumi. Materiały z postulatami pozostawiliśmy także w biurach poselskich nieobecnych parlamentarzystów, m.in. Jana Kulasa i Kazimierza Smolińskiego (obaj Tczew) oraz Sławomira Neumanna w Starogardzie Gdańskim.

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę