Oskarżeni stoczniowcy do sądu

 

– Mam wrażenie, że wracają stare czasy, stare, sprawdzone metody działań, kiedy na niewinnych ludzi preparowano dowody i uznawano ich za winnych – mówił po otrzymaniu wezwania do sądu w Warszawie Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący KM NSZZ „S” Stoczni Gdańskiej, oskarżony o czynną napaść na policjantów podczas manifestacji „Solidarności”, która miała miejsce w stolicy 29 kwietnia 2009 r. Sprawa odbędzie się 22 maja w warszawskim sądzie.

W ówczesnym proteście w obronie przemysłu stoczniowego wzięło udział kilkuset członków „Solidarności”. Dwa lata temu Karolowi Guzikiewiczowi, Zbigniewowi Stefańskiemu, Robertowi Puszczowi, związkowcom ze Stoczni Gdańsk oraz członkowi „Solidarności” z Komisji Zakładowej w Hucie Cegielski – Poznań S.A. prokuratura postawiła zarzut czynnej napaści na 79 policjantów. Śledztwa nie umorzono, sprawa trafiła do sądu. Oskarżeni otrzymali wezwanie na rozprawę, która ma się odbyć 22 maja w Warszawie.
– Grozi nam kara 10 lat pozbawienia wolności. A przecież nie popełniliśmy przestępstwa, nie zrobiliśmy nic złego – podkreśla Karol Guzikiewicz. – Uważam, że to zastraszanie „Solidarności” i odrywanie uwagi społeczeństwa od ważnych tematów, którymi interesują się dziś Polacy. „Solidarność” walczy dziś o prawo Polaków do godnej emerytury. A nasz proces będzie informacją przekazywaną poprzez media, że związek to łobuzy. A w konsekwencji, że nie jesteśmy wiarygodni, że nie należy nas słuchać.
Według warszawskiej prokuratury związkowcy „używając niebezpiecznych przedmiotów w postaci petard, płonącej kukły, kamieni, drzewców od flag i transparentów dopuścili się czynnej napaści na funkcjonariuszy Policji”.
– Jak mogłem pobić kilkudziesięciu policjantów, skoro od razu zostałem polany żelem pieprzowym i padłem nieprzytomny. To jakieś kpiny – oburza się Zbigniew Stefański.
Karol Guzikiewicz natomiast, któremu prokuratura zarzuca, że podczas palenia kukły napadł na policjantów, dodaje, że bardzo łatwo ustalić, iż tak nie było.
– TVN24 relacjonowała tamtejsze wydarzenia. Kamera zarejestrowała, że podczas palenia kukły byłem kilkadziesiąt metrów od policjantów. Jednak prokuratura nie wystąpiła do stacji o udostępnienie materiałów – dodaje wiceprzewodniczący stoczniowej „Solidarności”.
O tym, że akt oskarżenia przeciwko działaczom „Solidarności” to próba zastraszania przywódców protestu mówił także mecenas Waldemar Kosiński, obrońca związkowców. Jego zdaniem materiały dowodowe zostały spreparowane, a cała sprawa budzi skojarzenia z czasami stanu wojennego.
– Nagrania wykonane podczas manifestacji, z powodu zadymienia i wieczorowej pory nie dawały możliwości stwierdzenia, kto jak się zachowywał w czasie manifestacji. Ponadto policjanci, którzy ochraniali Kongres Europejskiej Partii Ludowej na głowach mieli kaski, które znacznie ograniczają pole widzenia. Naszym zdaniem sposób przeprowadzenia rozpoznania był nieprawidłowy. Dlatego składaliśmy w prokuraturze wniosek w sprawie umorzenia postępowania dotyczącego demonstrantów, ale niestety bez powodzenia.
Zupełnie inaczej podeszła warszawska prokuratura do doniesienia złożonego przez „Solidarność’. Związek zwrócił się bowiem do prokuratury o zbadanie, czy środki użyte przez funkcjonariuszy były konieczne i współmierne do sytuacji. Ta sprawa została jednak umorzona, choć ucierpiało wtedy kilkadziesiąt osób, niektóre z nich były hospitalizowane.
Guzikiewicz przypomina, że lekarze, którzy opatrywali rannych w jednym ze szpitali, twierdzili, iż nie widzieli dotąd tak dużych obrażeń spowodowanych użyciem dozwolonych środków przez policję. Na dodatek policja nie chciała poinformować lekarzy, co to były za chemikalia i jakich należało używać odczynników.
– W tych trudnych czasach władza posługując się fałszywymi dowodami próbuje nas zastraszyć, uciszyć, tak, abyśmy nie zabierali głosu w tak ważnych dziś dla Polaków kwestiach – konkluduje Guzikiewicz. – Na wiosnę zapowiadana jest fala społecznych protestów. A nasz proces ma za zadanie odwrócić uwagę od tego, co się będzie działo. Ma nas związkowców zdyskredytować.
Olga Zielińska

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę