22 stycznia 1863 r. Powstanie styczniowe, tragiczny zryw ku niepodległości

22 stycznia 1863 r. na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim wybuchło Powstanie styczniowe. Objęło swym zasięgiem Litwę, obecną Białoruś i część współczesnej zachodniej Ukrainy. Pozostały po nim mogiły, mity i na czarno ubrane Polki. Skorzystali Brytyjczycy i Prusacy oraz nowi właściciele polskich wywłaszczonych przez carat majątków.

Bezpośrednią przyczyną wybuchu powstania była branka, ogłoszona na terenie Królestwa Polskiego, czyli przymusowy pobór do carskiego wojska.  Polacy z obszaru ówczesnego Królestwa Polskiego byli wcielani do carskiego wojska. Z 200 tys. Polaków, wcielanych w II połowie XIX wieku do armii, po 25 leniej służbie wojskowej do ojczystego kraju powrócił co ósmy.

Powstanie przez lata było swoistym niepodległościowym i propaństwowym mitem, szczególnie przywoływanym w okresie międzywojennym, opiewanym w powieści „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej i „Wiernej rzece” Stefana Żeromskiego oraz za sprawą ponurych, a świetnych grafik Artura Grottgera. Wróciło jako temat na ekrany kin w filmie „Szwadron” reż. Juliusza Machulskiego. Temat wraca też jako tło dyskusji o sens bicia się za Polskę, nawet w sytuacjach beznadziejnych, bez szans na zwycięstwo oraz naszego miejsca na szachownicy gr mocarstw.

Tymczasowy Rząd Narodowy wezwał naród do powstania przeciwko carskiej Rosji, gdy legła w gruzach naiwna koncepcja utrzymania resztek pozorów odrębności między Królestwem Polskim, a resztą imperium Romanowów.

Artur Grottger, Bitwa, grafika z cyklu Polonia, 1863 (Wikimedia Commons)

powstanie_styczniowe22 stycznia 1863 r. sześć tysięcy powstańców zaatakowało silne rosyjskie garnizony w Królestwie Polskim. Mimo, że w Królestwie stacjonowała blisko 100-tysięczna armia rosyjska początek powstania okazał się pewnym sukcesem. Powstańcy zaskoczyli Rosjan.

Wojna miała charakter partyzancki, a walki oddziałów leśnych były prowadzone w sposób podjazdowy. Stoczono blisko 1200 bitew i potyczek.

W kwietniu 1864 roku aresztowano dyktatora powstania Romualda Traugutta i innych członków Rządu Narodowego. Cztery miesiące później stracono ich na stokach Cytadeli Warszawskiej.

Powstanie styczniowe było najdłużej trwającym i najbardziej masowym ruchem niepodległościowym XIX wieku. Jego bilans był tragiczny. Zginęło w walkach ponad 30 tys. powstańców. Drugie tyle zesłano na Sybir (około 38 tys.). Co najmniej 670 powstańców skazano na karę śmierci i wyroki wykonano (tu uwaga na skalę zbrodni bolszewizmu, którą pokazuje fakt, iż w 1940 roku sowieci kilkuset oficerów polskich mordowali co dzień, od świtu do południa, w lasach Katynia i w piwnicach katowni Tweru i Charkowa), a 10 tys. rodaków wyemigrowało.

Czy walka miała sens?

Przy skali barbarzyństwa sowietów od 1917 roku, a na terenach II RP po 17 września 1939 roku,   ten upływ powstańczej krwi był może i mniejszy, ale skala katastrofy narodowej porównywalna.

Po upadku powstania zlikwidowano autonomię Królestwa Polskiego, wielu miastom odebrano prawa miejskie, co doprowadziło je do upadku, odbierano majątki szlachcie, przetrącony został polski kręgosłup gospodarczy.

Koniec powstania obwieszczało powieszenie ostatniego dowódcy oddziału powstańczego ks. Stanisława Brzózki 23 maja1865 r. Powstanie, mimo klęski, to było wielkie dziedzictwo ducha. Trzeba było jednak pól wieku, zamachu w Sarajewie i wielkiej wojny by przyniosło ono realny kształt.

Żadna z naszych walk wolnościowych nie miała nadziei na zwycięstwo. Zaskakujące jest, ze najmniej szans miała ona w momencie rozpoczęcia, a wróg był przynajmniej dwudziestokrotnie silniejszy. Zdrowy rozsadek cofnąłby się przed takim przedsięwzięciem.  Nasza historia nie uczy logiki. Uczy, to jest w niej pocieszające i wzniosłe, że  w życiu narodów sens mają i takie pojęcia jak odwaga, męstwo, przywiązanie do ideałów – pisał przed laty węgierski pisarz Gyula Illyes.

Zadziwiająca jest zbieżność jego słów ze słowami, które mogliśmy użyć do opisu naszej historii.

Klęska spowodowała nie tylko straty majątkowe i ludzkie w polskim stanie posiadania. Zniknęło też formalnie odrębne od cesarstwa Rosji Królestwo Polskie, stając się Przywiślańskim Krajem. Prześladowania dotknęły Kościół rzymskokatolicki i unitów.

Jego skutkiem, z perspektywy lat pozytywnym, było to, iż car Rosji, odciągając chłopów od powstania, wydał ukaz o ich uwłaszczeniu w Królestwie Polskim.

Powstania, mimo klęsk, w świadomości narodu kształtowały i utrwalały pragnienie wolności. Polska w 1918 roku odziedziczyła po pokoleniu Powstania styczniowego bogaty spadek ducha, łącząc  wartości narodowe, państwowe i religijne. Jednak nie odziedziczyła umiejętności prowadzenie „polityki realnej”. Nie nauczyliśmy się też realizować zadania ochrony zasobów biologicznych, kulturowych i ekonomicznych narodu, traktowanych jako główny cel polityczny i militarny.

Obok Orła znak Pogoni, poszli nasi w bój bez broni – śpiewano w 1863 roku.  Szanse na zwycięstwo były bowiem iluzoryczne.

Jednak nawet największy bohater idący w bój bez broni okazuje się naiwnym i lekkomyślnym romantykiem. Tamten dramat skończył się złamaniem potencjału gospodarczego i nadszarpnięciem stanu posiadania polskiego na lat z górą 50. Kto skorzystał? Niewątpliwie Brytyjczycy i Prusacy oraz nowi właściciele polskich majątków wywłaszczonych za udział w powstaniu.  

Jaka gra dyplomatyczna toczyła się wówczas?

Otóż Wielka Brytania była zadowolona z wybuchu powstania styczniowego, gdyż sprzyjało ono brytyjskiej zasadzie równowagi sił „balance of power“, skomplikowało polityczne położenie Rosji, uniemożliwiło caratowi kontynuowanie wojny na Bałkanach i utrudniało jej stosunki z Francją. Dyplomacja rosyjska rozpoczęła więc akcję propagandową, przedstawiającą ruch polski jako rewolucję i wywrócenie porządku społecznego w Europie.   

Sprawa polska była dla mocarstw jedynie jedną z wielu na międzynarodowej szachownicy. Tylko przez moment ukształtowany w 1815 roku porządek europejski zawisł na włosku. Gra się toczyła. Rosja bowiem otrząsała się po klęsce w wojnie krymskiej i utracie wpływów na Bałkanach oraz niepowodzeniu ekspansji w Azji.

Sojusznikiem Rosji była Francja, a przeciwnikiem monarchia Habsburgów. Zatem podstawą dyplomacji międzynarodowej był sojusz rosyjsko-francuski. Tyle, że słabym punktem tego sojuszu była sprawa polska i działalność Wielkiej Emigracji we Francji więc i wszelkie rozruchy w Królestwie Polskim utrudniały współpracę.

Uspokojenie na kilkanaście miesięcy przed 1863 r. sytuacji w Królestwie wpłynęło na współpracę dyplomacji rosyjskiej i francuskiej, co niepokoiło Wiedeń i Berlin oraz Londyn. Jesienią 1862 r. relacje na linii Paryż-Petersburg się zaogniły, a w Królestwie ogłoszono brankę.

Bierność mocarstw i aktywność carskiej dyplomacji sprawiły uznanie powstania styczniowego za wewnętrzną sprawę Imperium Romanowów. Na dodatek doszło do zbliżenia interesów Prus (zahamowanie ekspansji ruchu powstańczego na Wielkopolskę i Pomorze) i Rosji, a wybuch walk w Królestwie otworzył pole do nowych, korzystnych dla Prus, rozstrzygnięć dyplomatycznych. Bismarck zaproponował Aleksandrowi II przymierze, nazwane paktem gen. Gustawa von Alvenslebena. Oferta została przyjęta.  

Czy warto było? Odpowiedź zależy od tego, jaka jest druga strona „rachunku”. A drugą stroną rachunku jest nasza niepodległość.   

Artur S. Górski

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę