200 lat!

Gdyby działalność związkową porównać do jakiegoś sportu, mogłoby to być bieganie. Co prawda nie jest to sport zespołowy, a to ważna umiejętność społeczna, jednak rozwija inne cechy – upór, wytrzymałość, samodyscyplinę. Pokazuje to droga życia Kazimierza Zimnego, medalisty olimpijskiego, od 20 lat organizatora Maratonu Solidarności, który w czerwcu obchodzi 80-lecie urodzin.

Kazimierz Zimny urodził się 4 czerwca 1935 roku w Tczewie. Karierę sportową rozpoczął w latach 50. jako… wioślarz, ale gdy wkrótce zaczął dominować w biegach amatorskich, zwrócił na niego uwagę Józef Żylewicz, legendarny trener lekkoatletów Lechii Gdańsk. Zimny szybko stał się jednym z najlepszych długodystansowców w kraju i jako siedmiokrotny mistrz kraju trafił do reprezentacji Polski, zwanej wówczas, na przełomie lat 50. i 60. wunderteamem. To była świetna ekipa – Kazimierz Zimny biegał obok Zdzisława Krzyszkowiaka, Jurka Chromika, Stanisława Ożoga i Mariana Jochmana. Trenowali pod opieką Jana Mulaka.

Pierś olimpijczyka

Kazimierz Zimny startował na różnych dystansach, od 800, przez 1000, 1500, 3000 po 10 000 metrów, ale największe sukcesy odnosił w biegach na 5 kilometrów. Na tym dystansie został wicemistrzem Europy w Sztokholmie w 1958 r. i Belgradzie w 1962 r. W 1956 r. Zimny pojechał na igrzyska olimpijskiego do Melbourne. Był w wysokiej formie, ale zabrakło szczęścia. – W ćwierćfinale złamałem kość strzałkową i moje marzenia o medalu prysły – wspomina.

zimny_kazimierz

zimny-1956Na zdjęciu: Medaliści olimpijscy z Rzymu w 1960 roku. Od lewej: Hans Grodotzki, Murray Halberg i Kazimierz Zimny. Z arch. Kazimierza Zimnego.

 

Na życiowy sukces musiał poczekać do kolejnych igrzysk w Rzymie w 1960 r., gdzie startował już jako faworyt. W finałowym biegu założył, że zaatakuje na trzy okrążenia przed metą. Taka taktyka miała zmęczyć rywali. – Chciałem dyktować tempo. Liczyłem, że ostatnie trzy okrążenia pobiegnę zrywami co sto metrów i tym zgubię przeciwników. Nie przewidziałem, że Nowozelandczyk Murray Halberg zerwie się już na cztery okrążenia przed metą. Rozpoczęła się straszna gonitwa. Odskoczył mi na 30 metrów i już nie dałem rady go dogonić. Zabrakło 5 metrów. Srebrny medal przegrałem z Hansem Grodotzkim z NRD dosłownie o pierś – wspomina Kazimierz Zimny, pokazując zdjęcia z olimpiady w Rzymie. Ten najważniejszy bieg w życiu wciąż wywołuje w nim emocje, mówi, że pamięta każdy przebiegnięty wówczas metr.

Maratończyk

Jako biegacz Kazimierz Zimny znany był z woli walki, uporu i dużej wytrzymałości. Te cechy wykorzystał później w innych formach działalności. A żyłki społecznikowskiej nigdy mu nie brakowało. Najpierw został trenerem, później działaczem lekkoatletycznym. Zdobył doktorat z nauk o kulturze fizycznej. W 1980 r. na zlecenie NSZZ „Solidarność” przygotował projekt ustawy o kulturze fizycznej. Nie miał on oczywiście szans wejść w życie w warunkach PRL, ale podkreślono w ten sposób rolę sportu w wychowaniu młodych pokoleń.

Od 1995 r. Kazimierz Zimny jest prezesem Stowarzyszenia Maratonu Solidarności. – Coraz trudniej organizować ten bieg, brakuje sponsorów, mnożą się trudności administracyjne. Ale ten maraton musi istnieć – podkreśla Kazimierz Zimny, który cieszy się, że wśród Polaków pojawiła się moda na bieganie. Może z tej mody wyłoni się kolejny polski olimpijczyk?

Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę