Jerzy Wiśniewski – klasy przysposabiające do pracy
Toruń, 17 grudnia 2009 r.
 
Szanowny Pan Wojciech Książek,
 
Przepraszam, że tak późno wypowiadam się w sprawie klas uzawodowionych. Pragnę rozszerzyć to, co pokrótce poruszyłem w czasie konferencji w Gdańsku.
Przypomnę, że przez pięć lat miałem okazje pracować jako nauczyciel i wicedyrektor w dwóch gimnazjach (drugie wchłonęło pierwsze). Ich lokalizacja to dzielnica z pięknymi przedwojennymi kamienicami, zamieszkałymi w dużym stopniu przez rodziny niepełne, rekonstruowane, niewydolne wychowawczo. Warunki prawidłowego kształtowania osobowości dzieci w takich rodzinach często nie istniały. Niskie zdolności dzieci szły w parze z brakiem akceptacji dla wykonywania poleceń nauczycieli. Powodowało to rozkojarzenie uczniów podczas lekcji, ogniskowanie uwagi kolegów na sobie, agresywne, lekceważące wulgarne odnoszenie się do nauczycieli. Być może obraz po tych doświadczeniach jest zbytni nacechowany negatywami. Codziennym problemem jednak był fakt, że poświęcaliśmy czas na toczenie sporów z tymi uciążliwymi uczniami, dążąc do zachowania jako takiego wizerunku własnego zamiast przeznaczenia go dla reszty dzieciaków zdolniejszych oraz średnio zdolnych, ale chcących się uczyć. Nie chcę tu cytować szczegółowych problemów ze strony dzieci(dają one obraz tego, z czym musieliśmy się zmierzać), pozwolę sobie jednak na przytoczenie kilku istotnych faktów:
1.      W 4 lata po połączeniu gimnazjów liczba oddziałów zmniejszyła się w ciągu o 13 ( w momencie połączenia wynosiła 25 ). Część rodziców zdecydowała się na skierowanie swoich dzieci do innych gimnazjów po połączeniu „lepszego” gimnazjum z „gorszym”. Spowodowało to ciągły lęk o nabór uczniów. Ci stwarzający problemy wychowawcze trafią w znakomitej większości do gimnazjum obwodowego. Ucieczka dobrych uczniów wpłynie zaś skutecznie na obniżenie wyników nauczania (oceny, egzaminy zewnętrzne). Reakcja gminy na inicjatywę dyrektora poszerzenie obwodu szkolnego o ulice leżące na Starówce, gdzie też mieszka sporo rodzin patologicznych.
2.      Scenka z wizytacji dokonywanej przez wizytatora – „U państwa 20 % uczniów posiada opinie bądź orzeczenia poradni psychologiczno – pedagogicznej. Trzeba się dobrze przyjrzeć, jak państwo wywiązujecie się z tych zaleceń”. Nie wsparcie, próba wczucia w skalę problemów ale kontrola.
3.      Publikacja („ niewinna”) wyników egzaminów zewnętrznych wskazuje części rodziców do jakiego gimnazjum warto dzieci posłać , a do jakiego nie (zaangażowanie w pracę nauczycieli ma tu niewielkie znaczenie – albo sądzi się, że niewiele robią albo panuje przekonanie, że wśród słabych uczniów, nawet przy wydatnym zaangażowaniu nauczyciela zdolne dziecko niewiele zyska.
4.      Przeżyłem szarpaninę z trojką prawie pełnoletnich gimnazjalistów po narkotykach na boisku, zakończoną akcją policjantów. Systematycznie przyłapywaliśmy uczniów na paleniu papierosów, z czego nic nie wynikało. Pierwsze gimnazjum funkcjonowalo w jednym budynku ze szkoła podstawową. Do piątej klasy SP uczęszczał siedemnastolatek (szlachetnie uzasadniona realizacja obowiązku nauki). Przypuszczam, że miał za sobą narkotyki, kradzieże, współżycie seksualne i mógł karmić tymi doświadczeniami pozostałych uczniów z klasy, mających dwanaście lat.
 
Podsumowując, opisane warunki tworzyły poczucie osamotnienia, braku wsparcia ze strony władzy samorządowej i sprawującej nadzór pedagogiczny, niewielkiego wsparcia (a czasami przeciwdziałania) ze strony rodziców. Stąd pomysł by oddzielić uczniów stwarzających poważne problemy by stworzyć normalne warunki nauki pozostałym.
Jeżeli Pan Przewodniczący pyta o getto, to mam świadomość, że jest to pytanie zasadne. Jednak wydaje się, że jest alternatywa: albo wszyscy uczniowie razem, co grozi demoralizacją pozostałych i ucieczką części, których rodzice dostrzegą zagrożenie i postanowią przeciwdziałać albo izolacja tych, którzy szkodzą innym. Myślę, że problem ten stanowi element problemu o szerszym zakresie – dlaczego Państwo Polskie nie jest w stanie postawić określonych wymagań rodzicom i ich wyegzekwować, skoro ich dzieci nie są ich własnością – zostały im powierzone, są ponadto obywatelami Państwa. Są kraje w których dwudniowa nieobecność dziecka w szkole powoduje skuteczne wezwanie rodziców do szkoły w celu wyjaśnienia przyczyny a brak możliwości uzyskania określonych efektów działań wychowawczych przez szkołę publiczna prowadzi do usunięcia dziecka z tej szkoły i konieczności znalezienia przez rodzica niepublicznej szkoły płatnej.
 
Z poważaniem
Jerzy Wiśniewski – Toruń
Download PDF
Powrót Drukuj stronę